20 במאי 2009 Polski

ZAPROSZENIE NA WYPRAWĘ
Witaj,
nazywam się Joni (Jonatan) Ben Szalom i zapraszam Cię w podróż mego życia.
Na początku czerwca 2009 zamierzam wyruszyć z Prudhoe Bay, najwyżej na północ położonego punktu na Alasce, w podróż długości 23 000 kilometrów, przejeżdżając wszystkie trzy Ameryki z północy na południe – na sam koniec Ameryki Południowej, do miasta Ushuaia, w najdalej na południe położonym zamieszkałym punkcie. Zamierzam jechać samotnie, motocyklem, przez około sześć miesięcy, trasą nietypową i pełną wyzwań.
Nad przygotowaniem tej wyprawy pracuję od stycznia 2008, kiedy tu ruszyłem w trasę, po tym jak zdołałem przekonać do tej idei moją żonę i wspólników w pracy!
Kim jestem?
Jak wspomniałem, nazywam się Joni Ben-Szalom (Ben-Szalom, to znaczy, że mam przekonania pokojowe). Urodziłem się w Izraelu 59 lat temu. Jestem mężem Gali, która jest doradcą do spraw zarządzania. Razem mamy trzy wspaniałe córki.
Z zawodu jestem projektantem, ilustratorem, malarzem i realizatorem reklamm bo choć pracuję na rynku reklam dość długo, wciąż nie mam własnej firmy. Jako malarz, zrealizowałem kilka wystaw. Jako ilustrator, zdobyłem kilka nagród. Kończę też redakcję tomu moich wierszy. Przez ostatnie 25 lat wykładałem myślenie kreatywne, początkowo w Akademii Sztuk i Komunikacji „Becalel” w Jerozolimie, a obecnie na wydziale komunikacji koledżu „Sapir” w Sderot. Służbę wojskową ukończyłem ze stopniem majora. Uprawiam sport wyczynowy już ponad 30 lat. Mam za sobą wiele biegów wytrzymałościowych i 18 maratonów, z których ostatni odbył się w styczniu 2009. Wiosłuję na kajakach morskich. Byłem jednym z pierwszych sportowców w Izraelu uprawiających kitesurfing.
Prowadząc przez 14 lat między innymi reklamę Land Rovera w Izraelu, wypełniałem kluczowe zadanie zaszczepienia i rozwoju kultury jazdy terenowej w Izraelu. Dziesiątki lat jeżdżę motocyklem sportowym i terenowym i wydatnie działam w tutejszym środowisku kierowców terenowych (nie rajdowych). Zainicjowałem i zrealizowałem niezliczone wycieczki i wyprawy motocyklowe w kraju i na świecie, począwszy od wielkich przedsięwzięć, a kończąc na długich samotnych wyprawach. Jeżdżę dużym i silnym motocyklem, wytrzymującym warunki na trasach ciężkich i długich.
Dlaczego?
Być może komuś patrzącemu z boku, zdaje się, że to co robię, to szaleństwo. Może. A może to mój sposób na zachowanie rozsądku. Podczas tych wypraw, zauważyłem, że ludzie traktują motocyklistę inaczej. Dostąpiłem takiego samego przyjęcia, jakim przyjmuje się ludzi słabych, ubogich, prostych. Ludzie widzieli we mnie towarzysza niedostatku i skromności. Działo sie tak zarówno w krajach trzeciego świata, jak w tym „oświeconym”, bo nieszablonowe postępowanie otwiera ludzkie serca. Życie z motocyklem zwykle doprowadza mnie do sytuacji niejednoznacznych.
Podczas obecnej wyprawy zamierzam zrealizować marzenie. Przeżyć historię. Dotrzymać obietnic, jakie sobie złożyłem. Przyjrzeć sie własnemu życiu i poczuć, że nawet klęska, jaką mogę ponieść, lepsza jest niż spoglądanie wstecz – na to, z czego zrezygnowałem. Może coś mnie zmusza, by choć raz spełnić swe marzenie, które nie przypomina zwyczajnych marzeń, bo tym razem to coś pierwotnego, fundamentalnego. Ale, w granicach rozsądku. Chcę zaangażować całą mądrość życia, jaką posiadam, wszystkie moje talenty i zdolności. Uruchomić wszystkie narzędzia, jakimi dysponuję. Prawda jest taka, że ja tam nie jadę, tylko schodzę po mojej drabinie duchowej, bo muszę odkryć koniec świata, który jest we mnie. Nie jestem, mówiąc delikatnie, człowiekiem majętnym, nie mam budżetu, pensji ani nikogo, kto zastapiłby mnie w pracy. Po prostu, rzucam wszystko, otwieram wszystkie skarbonki i zaskorniaki, robię kombinacje z debetami w banku. Może, kiedy wrócę, zastanę tu coś w rodzaju ziemi spalonej. A może nie. Odczuwam potrzebę niemal nie do opanowania. A moja towarzyszka życia tak jak ja, rozumie siłę tej potrzeby.
Mam zamiar w miarę możliwości podróż dokumentować i przekazywać raporty za pomocą blogu istniejącego w powietrzu od początku kwietnia 2009. Ale, zrobię to po swojemu. Oprócz fotografii i zapisków, mam zamiar umieścić tam dużo ilustracji, obrazów i fragmentów wierszy. Spróbuję dodatkowych narzędzi, którymi przedstawię tematy, zajmujące kogoś takiego jak ja, kto patrzy na świat na sposób osobisty, a za jego wciąż niezaspokojoną ciekawość, gotów jest zapłacić każdą cenę.
W drogę
12 stycznia 2008, kiedy rodzinie i przyjaciołom ogłosiłem podjętą decyzję, zobaczyłem na ich twarzach wyraz wstrząsu, który powoli łagodniał, a zmarszczone czoło zmieniało się w jaśniejące słońce. Chcą mi oczywiście powiedzieć, że oszalałem, ale z jakiegoś powodu słyszę jedynie ich szczerą wypowiedź: „Jak ci zazdroszczę!”, potem lekkie chrząknięcie: „To zabierz mnie ze sobą” i zaraz: „Oj ty, szalone dziecko we mgle, jak ja cię kocham”. Ale nie reagowali od razu, w większości wypadków czekali, aż odejdę, sprawdzali czy nie ma w pobliżu ukrytej kamery i mówili, zapewne głośno: „Mój Boże, co za maniak!”. Nie ma wątpliwości, nikt nie został obojętny.
Jestem pewien, że wielu czytelników dziwi się, jak można zostawić wszystko i wyjechać? Jedno jest jasne. Bez mojej towarzyszki podróży, jaką jest życie, żony i mej miłości, najlepszej koleżanki, o jakiej człowiek może marzyć – nic nie byłoby możliwe.
W naszym związku istnieje kilka zdań fundamentalnych, a jedno z nich to: „Nie może być tak, byśmy nie mieli żadnych marzeń do zrealizowania”. Wciąż sprawdzamy, próbujemy, usiłujemy. Wielokrotnie nie zgadzamy się co do istoty rzeczywistości, ale nigdy nie ma sprzeciwów co do marzeń.
Bardzo Cię proszę, obserwuj tę witrynę. Zapewne nie każdy będzie mógł ze względu na język odczytać moje relacje z podróży, ale od czasu do czasu poproszę kolegów, by przetłumaczyli jakieś fragmenty na kilka języków i umieścili je w witrynie. Tymczasem możesz oglądać materiały wizualne. Fotografie, fragmenty wideo i ilustracje – to, co zwykle warte jest o wiele więcej, niż tysiące słów.
I oczywiście, możesz śledzić aktualizowaną w miarę możliwości mapę trasy.
Wszelkie komentarze do tej witryny sprawią mi radość – angielski mile widziany, a jeśli napiszesz po polsku, postaram się o przekład.
Dzięki za odwiedziny i pomoc w próbie udowodnienia sobie samemu (a także moim sponsoromJ), że nie jestem na świecie jedyny, którego marzenia wykraczają poza przyjęte powszechnie ramy. Chcesz czy nie, już jesteś na drodze realizacji własnego marzenia.
PS. A przy okazji, jeśli pytasz co znaczy harpatka w nazwie witryny: po hebrajsku to – przygoda.
Przekład: Tomasz Korzeniowskispan>
















